Łukasz Gos-Furmankiewicz
tłumacz pisemny języka angielskiego
(z wykształceniem prawniczym)
dla prawników
dla biznesu
dla biur tłumaczeń
admin@towerofivory.net | 509 930 780
po polsku | English

Istnieje prawdopodobieństwo, że jako prawnik lepiej rozumiesz moją pracę. To, co inni nazywają „dzieleniem włosa na czworo”, to dla Ciebie konieczna precyzja, która prowadzi do uniknięcia problemów, jakich przeciętny człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić. Rozumiesz normalne zdania złożone, nie boli Cię od nich głowa. Jesteś w stanie nie tylko dobrze odczytać ogólny sens zdania, ale precyzyjnie wyznaczyć granice jego treści. Rzekomy „bełkot” to dla Ciebie jasny i klarowny wywód, przekazujący wszystkie niezbędne informacje — ani więcej, ani mniej. Nie bardzo rozumiesz, co śmieszy tłumaczy w zdaniu „tożsamość stawającej notariusz ustalił na podstawie dokumentu powołanego przy jej nazwisku”. Wnosisz o „zasądzenie kosztów według norm przepisanych”, bo jak inaczej można wnieść o zasądzenie kosztów według norm przepisanych?

Być może pamiętasz, jak wieki temu profesor opowiadał, że w Austrii czy tam w Prusach brali oracza od pługa i jeśli nie rozumiał ustawy, to dawali ją do pisania od nowa. Jak każdy inny normalny człowiek pewnie uważasz, że dobrze robili. Rozumiesz jednak — jak nikt inny — że część tych tekstów w ogóle nie jest przeznaczona dla laika, utopią więc jest koncentrowanie się na tym, aby laik je zrozumiał — za cenę utraty precyzji umożliwiającej prawnikom wykonywanie ich pracy. Przełykasz ślinę i wychodzisz z sali albo patrzysz w okno i liczysz chmurki, kiedy kolejny laik „na zdrowy chłopski rozum” wykłada Ci jedynie słuszną interpretację całkowicie ignorującą kontekst systemowy, historyczny, teoretyczny. Słyszysz: „nie ma numerków — a ustawa wyraźnie mówi: oznaczenia stron” i myślisz: „muszę się napić”.

Szczytem Twoich marzeń nie jest jednak praca z tłumaczem, który odróżnia odrzucenie od oddalenia i stronę sporu od karty w aktach, a dał się w końcu nakłonić do zadawania pytań zamiast poprawiania oryginału, którego nie rozumie. Nie narzekasz, bo przecież i tak dużo udało się osiągnąć, ale…

Możesz osiągać lepsze wyniki współpracując z tłumaczem, którego język prawny czy język prawniczy nie razi, nie krępuje, nie onieśmiela. Z tłumaczem, który też zaliczył wstęp i logikę, filozofię i historię doktryn, pamięta coś z Rzymu i czytał te same książki. A poza tym studiował prawo przez 11 lat i ma za sobą tysiące przeczytanych i zapisanych stron w charakterze innym niż tłumacz, od paru lat jest jednak także normalnym tłumaczem (angielskim i łacińskim), a nie tłumaczącym prawnikiem, którym był 8-9 lat temu.